Silne ręce… związane długiem – wyzysk w sektorze rolniczym

Wszystko zaczęło się od nadziei na uczciwy zarobek. 47 - letni mężczyzna obiecywał pomoc w transporcie i znalezieniu dobrej pracy w Polsce. Siedem osób - czterech obywateli Mołdawii, dwóch obywateli Ukrainy i jeden obywatel Polski - zaufało mu, wierząc, że wyjazd do powiatu wrzesińskiego pomoże im wyjść z trudnej sytuacji życiowej. Nie wiedzieli, że jadą prosto w ręce oprawców.

 

Rzeczywistość uderzyła tuż po przyjeździe. Mechanizm był brutalny i szybki. Zaraz po przekroczeniu progu nowego "miejsca pracy", szef zabrał im paszporty. Pretekst brzmiał wiarygodnie: "Muszę zalegalizować Wasz pobyt w urzędzie". W tym momencie pracownicy zostali odcięci od świata. Bez dokumentów i pieniędzy przestali być ludźmi, a stali się narzędziami do pracy.

 

Codzienność ofiar była nieludzka. Przez 5-6 dni w tygodniu byli wywożeni do różnych gospodarstw rolnych. Ich dzień pracy drastycznie przekraczał wszelkie normy, a siły fizyczne były eksploatowane do granic możliwości. Najgorszy był jednak koniec miesiąca: pracownicy nie otrzymywali ani grosza. Szef zabierał wszystko dla siebie, twierdząc, że cała pensja idzie na opłacenie ich noclegu i wyżywienia.

 

Więzienie zbudowane z przemocy. To nie były tylko groźby. Każdy, kto próbował się buntować lub pytać o należne pieniądze, był bity i zastraszany. Oprawcy bezwzględnie wykorzystywali krytyczne położenie tych ludzi - brak dokumentów, znajomości języka i środków do życia sprawił, że ofiary tkwiły w pułapce pracy przymusowej, bojąc się prosić o pomoc.

 

Koszmar przerwali policjanci, którzy w październiku wkroczyli na teren posesji. Zatrzymano trzy osoby: 47-letniego "szefa" oraz dwie kobiety, w tym jego żonę, które pomagały w nieludzkim procederze. Ofiary trafiły pod opiekę fundacji La Strada, a podejrzani najbliższe miesiące spędzą w areszcie. Za przęstepstwo handlu ludźmi grozi im teraz do 20 lat więzienia.