Ile pięter ma ludzka krzywda? – przymus na placu budowy

Wszystko zaczęło się od obietnicy stabilnej pracy na budowach w Polsce i Szwecji. Sprawcy, działając przez agencje pracy i ogłoszenia internetowe, werbowali setki osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Wśród nich byli obywatele Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, a także Polski. Wszyscy wierzyli, że jadą do uczciwej pracy, nie wiedząc, że zostali wybrani przez selekcję pod kątem "posłuszeństwa" i podatności na manipulację.

 

Po przyjeździe mechanizm zniewolenia ruszył natychmiast. Pracownikom nie dawano umów lub podsuwano im dokumenty w niezrozumiałym języku. Aby całkowicie ich ubezwłasnowolnić, zabierano im paszporty i oświadczenia o pracy. Wypłaty były wstrzymywane lub wypłacane tylko w niewielkiej części. Sprawcy z niewypłaconych pensji uczynili sobie stałe źródło dochodu - szacuje się, że ukradli robotnikom co najmniej 4,5 miliona złotych, które potem inwestowali w inne, "legalne" biznesy.

 

Główny organizator przeprowadzał obowiązkowe odprawy, które były seansami nienawiści: robotnicy byli zastraszani, poniżani, a nawet bici. Gdy ktoś odważył się upomnieć o swoje pieniądze, sprawcy stosowali bezwzględny odwet. Grożono im deportacją, a nawet składano fałszywe zawiadomienia na policję, oskarżając ofiary o kradzieże, byle tylko je uciszyć i zmusić do ucieczki bez zapłaty.

 

Kres temu procederowi położyła wspólna akcja Morskiego Oddziału Straży Granicznej i Prokuratury w Gdańsku. Śledztwo wykazało porażającą skalę: ofiarą tej jednej grupy mogło paść nawet 540 osób. Główny sprawca usłyszał zarzut handlu ludźmi i trafił do aresztu. Ta sprawa udowodniła, że współczesne niewolnictwo to nie tylko pojedyncze przypadki, ale ogromny, brutalny biznes budowany na ludzkiej krzywdzie.