
350 godzin długu – kulisy pracy w restauracji
Wszystko zaczęło się od obietnicy pewnej i dobrze płatnej pracy w warszawskiej gastronomii. Ofiary - obywatele Ukrainy i Białorusi - szukały w Polsce ratunku przed krytyczną sytuacją materialną w krajach pochodzenia. Nie spodziewali się, że trafiając do rąk mechanika Mirosława i informatyka Borysa, zamiast zarobku znajdą nowoczesne niewolnictwo, które stanie się dla ich oprawców stałym źródłem dochodu.
Zamiast obiecanych standardów, pracownicy zostali zmuszeni do ogromnego wysiłku - pracowali nawet po 350 godzin miesięcznie. Aby całkowicie ich od siebie uzależnić, oskarżeni nie wypłacali wynagrodzeń w terminie - zapłata była nagrodą za dalsze posłuszeństwo i współpracę. Ludzie ci stali się zakładnikami, nie mając środków, by odejść, ani wiedzy, jak zalegalizować swój pobyt bez pomocy "szefów".
Sprawcy kontrolowali każdy aspekt życia swoich ofiar, kwaterując je w wynajętych mieszkaniach, gdzie nie było mowy o prywatności. System ucisku opierał się na przemocy psychicznej, używaniu wobec nich słów wulgarnych, poniżaniu i arbitralnych karach finansowych. Najbardziej paraliżującą bronią były jednak fałszywe umowy pożyczek. Sprawcy grozili, że jeśli pracownicy spróbują odejść, wypełnią dokumenty i obciążą ich fikcyjnymi pożyczkami na ogromne kwoty.
Bezkarność Mirosława i Borysa przerwało śledztwo Straży Granicznej i Prokuratury. Choć sprawcy z wyzysku uczynili sobie sposób na życie, dziś to oni czekają na wyrok. Kilkanaście pokrzywdzonych osób odzyskało wolność, a sprawa trafiła do sądu jako klasyczny przykład handlu ludźmi, gdzie zamiast krat użyto strachu, izolacji i papierowych zobowiązań.